Speed Racer – Andy Wachowski, Larry Wachowski

Oglądając dzieła takie jak Speed Racer, zastanawiam się, gdzie jest granica między kultem a kiczem. Speed Racer jest z gatunku filmów blue-boxowych, czyli efekty, efekty i jeszcze raz efekty. Za to jakie efekty! Nigdy nie byłam fanką wyścigów samochodowych, jednak tutaj nieźle się wciągnęłam i z zapartym tchem oglądałam pędzące po torze auta, które znakomicie radziły sobie ze skakaniem i lataniem.

Speed Racer jest oparty na anime z lat 1967–1968, więc główna historia ma już parę dekad na karku. Nie ma tu jakiejś specjalnie wymyślnej fabuły: jest sobie rodzinka kochająca wyścigi; tatuś buduje samochody, synowie się ścigają. Jest też tragedia (śmierć najstarszego syna), strach przed utratą młodszego, miłość do sportu i machlojki bogatych przedsiębiorców.

Ale jest też coś ponadto: kicz. Dużo, dużo kiczu. Film jest cukierkowy i nie mówię tutaj tylko o pięknych słowach dotyczących rodziny i czystej miłości do wyścigów. Wszystkie kolory są niezwykle jaskrawe, a dominują róże i fiolety. Niektórym przeszkadzają tak ostre barwy, ale ja uważam, że w tym filmie pasują wyśmienicie. Całość jest tak nierealna, że przestajemy się przejmować, czy coś jest możliwe, czy nie. Zamiast tego dajemy się wprowadzić do wymyślonego świata i razem z bohaterami kibicujemy zawodnikom.

Jednak to nie fabuła mnie interesuje, ale odbiór dzieła jako całości. Czy ten film to totalna porażka, czy wręcz przeciwnie?

Obraz jest odjechany, przerysowany, dziwaczny i kiczowaty. Do tego łączy różne gatunki (dramat, komedia, film akcji). Styl dominuje nad treścią, a całość stanowi rodzaj gry. To przecież są wyznaczniki campu. A jak wiadomo sporo campowych filmów, uznawanych dawniej za niestrawne, odpychające i po prostu złe, zdobyło sobie liczne grono fanów. Wystarczy wspomnieć choćby Kaligulę, Lisztomanię czy Rocky Horror Picture Show. Ten ostatni jest grany do dziś na specjalnych pokazach. Niestety współcześnie prawie nikt nie ogląda campowego kina. W XXI wieku tego typu filmów pojawiło się niewiele; w 2000 roku powstało dzieło Tromy – Niewymawialny, a w 2001 roku – meksykańsko-kanadyjski Jezus Chrystus łowca wampirów.

Czy więc Speed Racer jest zwyczajnym gniotem, czy filmem kultowym, który zostanie kiedyś doceniony? Gdzie znajduje się granica między kultem a kiczem? Na to pytanie może nam odpowiedzieć jedynie czas. Ja ze swojej strony zachęcam do obejrzenia tego dzieła braci Wachowskich, bo poza dobrą zabawą możecie poznać, czym jest współczesny camp. Jeśli wam się spodoba, odkryjecie zupełnie nowe kino, które zapewni wam rozrywkę na długie godziny, a jeśli nie – cóż przynajmniej będziecie wiedzieli, jakie filmy powinniście omijać.

Plakat filmu "Speed Racer".

Tekst oryginalnie napisałam w 2010 roku dla portalu IRKA.

Alicja

Zajmuję się redakcją, korektą oraz recenzjami wewnętrznymi. Poprawiam głównie beletrystykę oraz teksty publicystyczne z dziedziny kultury i sztuki. Współpracuję zarówno z wydawnictwami, jak i osobami prywatnymi. W wolnych chwilach czytam książki, oglądam filmy oraz gram w planszówki.

Dodaj komentarz