„Zamki i Roboty” – Mikołaj i Mateusz Rogalscy

Od dziecka jestem molem książkowym, dlatego niezmiernie mnie cieszy, że moje maluchy też uwielbiają czytać. Najczęściej po lekturze mamy podobne zdanie co do poznanej historii. Niedawno skończyliśmy Zamki i Roboty Mikołaja i Mateusza Rogalskich, ale tym razem nasz gust lekko się rozminął.

Zamki i Roboty to bajka podzielona na cztery krótkie opowiadania. Każde z nich rozgrywa się w tym samym królestwie i ma tych samych głównych bohaterów, jednak pojawiają się spore przeskoki czasowe. Historie mocno wiążą się z porami roku i rzeczami, które się z nimi kojarzą. Dlatego też latem odwiedzamy morze, a zimą szykujemy się do świąt. Bardzo mi się spodobał taki podział, ponieważ opowiadania można czytać zupełnie niezależnie, w zależności od nastroju czy zbliżającego się święta.

Historia zaczyna się od tego, że Król i Królowa budują robota Pingwinkę, którą nazywają Psikotką, bo bardzo lubi psoty. Psoty te są typowo dziecięce, a humor, który się pojawia w książce, też trafi raczej do młodszych czytelników. Mnie prykanie nie bawi, ale moje dzieci śmiały się w głos. Momentami bardziej bawiła mnie ich reakcja niż to, o czym czytałam.

Myślę, że to jest dobry moment, aby zwrócić uwagę na bardzo ważną rzecz. Książka ta została napisana nie tylko przez Mateusza Rogalskiego, ale też przez jego pięcioletniego syna Mikołaja.

Zdecydowanie widać, że w tworzeniu historii brał udział także młody człowiek. Dzieci mają zupełnie inne pomysły niż dorośli. Nawet jeśli ja czasami kręciłam głową na pewne sytuacje, to moje maluchy były zachwycone. Mamy tu gadające zwierzęta, roboty, mechakrowę dającą mleko w proszku, samorozkładający się zamek czy mechaniczną Dynię-Straszynię, o której można poczytać podczas halloweenowego wieczoru. Na pewno każdy czytelnik znajdzie wśród tej menażerii swojego ulubieńca.

Zamki i Roboty czyta się szybko i łatwo, opowieści wciągają, a ich nastrój idealnie wpasowuje się w daną porę roku. Wiosną pojawia się nowe życie, latem mamy wakacje i beztroską zabawę, jesienią lekki dreszczyk strachu, a zimą odczuwamy świąteczny nastrój. Wszystkie bajki kończą się dobrze i mają swój morał. Autorzy napisali tak, że młody czytelnik bez problemu wszystko pojmie.

Muszę jeszcze dodać, że ilustracje Anety Rus są świetne. Wyglądają jak odręcznie narysowane na zwykłej kartce. Jak dla mnie idealnie pasują do bajki dla dzieci.

Do tego każda strona ma mały rysunek w paginie, a każdy rozdział – inny kolor dymków. Kolory te również pasują do danej pory roku. A jeśli już jesteśmy przy dymkach, to bardzo ciekawym zabiegiem są pytania i komentarze do młodych czytelników. Autorzy dopytują o ich uczucia i uspokajają, jeśli dzieje się coś złego (np. słychać grzmoty).

Jeśli jesteś dorosłym, poważnym czytelnikiem, to nie jest książka dla Ciebie. Jej humor może zwyczajnie do Ciebie nie trafić. Jeśli masz malucha i dopiero wybieracie pierwsze książeczki, to też polecam zacząć od czegoś innego.

Jednak jeśli masz w domu dziecko w wieku od pięciu do dziesięciu lat, to na pewno spodobają mu się te historie. Zamki i Roboty to idealna książka dla tych czytelników, którzy poszukują czegoś lekkiego i w dodatku wymyślonego przez ich rówieśnika. Moje dzieci były zachwycone i przez długi czas dzień w dzień chciały czytać o Pingwince i jej przyjaciołach.

Okładka książki „Zamki i Roboty” – Mikołaja i Mateusza Rogalskich

Książkę możecie zamówić na stronie Samowydawców.

Alicja

Zajmuję się redakcją, korektą oraz recenzjami wewnętrznymi. Poprawiam głównie beletrystykę oraz teksty publicystyczne z dziedziny kultury i sztuki. Współpracuję zarówno z wydawnictwami, jak i osobami prywatnymi. W wolnych chwilach czytam książki, oglądam filmy oraz gram w planszówki.

Dodaj komentarz