Z wykształcenia jestem filmoznawcą, więc zawsze z ciekawością zerkam na książki o tematyce filmowej. Kiedy moim oczom ukazała się Stanisław Bareja. Jego czasy i jego filmy Doroty Skotarczak, wiedziałam, że muszę ją przeczytać. Zwłaszcza że jestem fanką twórczości tego reżysera i lubię od czasu do czasu wracać do jego filmów.
Autorka rozpoczyna swoją książkę od opisania rodziny Stanisława Barei, jego dziadków i rodziców. Opowiada również historię dzieciństwa, dorastania i czas studiów. Następnie dochodzi do małżeństwa i ojcostwa, aby ostatecznie opisać nam jego chorobę i śmierć. Dorota Skotarczak poświęca każdemu z tych etapów odpowiednią ilość miejsca tak, że nie mamy wrażenia, iż coś zostało wciśnięte na siłę; wręcz przeciwnie, dzięki temu możemy lepiej poznać tego znakomitego reżysera i to, co go ukształtowało.
W każdym rozdziale autorka dokładnie przedstawia czasy, w jakich przyszło żyć Barei i jego bliskim. Zarówno wojna, jak i czasy PRL-u odcisnęły na nim swoje piętno, utrudniały mu szczęśliwe życie i znacząco sabotowały twórczość. I to właśnie tej twórczości autorka poświęciła najwięcej miejsca. W książce poznajemy koleje losów filmów reżysera od zaczątków scenariusza, przez szczegóły z planów filmowych, kolaudacje i recenzje, aż po premiery kinowe.
Warto wspomnieć, że Dorota Skotarczak przytoczyła w swojej książce nie tylko rozmowy z bliskimi Barei na temat samego reżysera i jego dzieł, ale też recenzje krytyków. Co ciekawe, w większości były one negatywne. Na szczęście publiczność miała w tej kwestii swoje zdanie i już wtedy tłumnie je oglądała. Wiele wskazuje na to, że o Barei po prostu nie można było mówić dobrze, przynajmniej nie oficjalnie. Na szczęście po latach wszystko się zmieniło i dzięki temu mogła powstać taka książka jak Stanisław Bareja. Jego czasy i jego filmy.
Filmy Stanisława Barei oglądane są do dziś, a słowo „bareizm” słyszał chyba każdy, dlatego bardzo mnie uszczęśliwiło, że autorka dokładnie tłumaczy znaczenie tego określenia. Pojawiło się ono jeszcze w czasie studiów reżysera, tak on i jego przyjaciele określali specyficzny styl reżysera. Przez Kazimierza Kutza nabrało ono pejoratywnego znaczenia i krytycy zaczęli używać słowa „bareizm” jako synonimu kiczu. Na szczęście dziś znów jest ono pozytywne i gdy słyszymy o filmach Barei lub bareizmach, to dobrze wiemy, czego możemy się spodziewać – dobrej zabawy podczas seansu.
Dorota Skotarczak opisuje Stanisława Bareję w sposób ciepły, niemal przyjacielski; tak jakby znała się z reżyserem osobiście. Od początku widać, że darzy go sympatią i uznaniem. Muszę przyznać, że bardzo usprawnia to lekturę – w końcu to książka naukowa, a te nie zawsze da się czytać z łatwością. Jedyny zarzut, jaki mam do tej książki, to częste powtarzanie przez autorkę informacji, które umieściła już w poprzednich rozdziałach.
Żałuję, że podczas zajęć z filmoznawstwa nie rozmawialiśmy o Stanisławie Barei. Ten czas w kinie polskim wykładowcy poświęcili filmom z poważniejszym przesłaniem. Jak widać na przykładzie tej książki, o historii kina i świata znakomicie opowiadają również komedie tego reżysera. Polecam książkę Stanisław Bareja. Jego czasy i jego filmy Doroty Skotarczak nie tylko fanom twórczości Barei, ale również wszystkim zainteresowanym polskim kinem czasów PRL-u. Nie zapomnijcie tylko zapoznać się z filmografią reżysera. Najlepiej jeszcze przed lekturą książki. Ja po przeczytaniu tej pozycji postanowiłam odświeżyć sobie kilka jego filmów.

Recenzję napisałam dla portalu Mądre Książki. Zajrzyjcie do nich koniecznie, jeśli szukacie wartościowych pozycji dla dzieci i dorosłych.
