Lubię usiąść w grudniu z jakąś książką świąteczną, aby zwyczajnie się zrelaksować. W tym roku padło na Z duszą na ramieniu, czyli święta z Dziewuchami Ady Johnson. I muszę przyznać, że to był strzał w dziesiątkę!
Nie czytałam wcześniejszych książek Ady, więc dosłownie wpadłam w sam środek świata Dziewuch. Wpadłam znienacka, zupełnie nie znając ich wcześniejszych perypetii. Poczułam się jednak w ich gronie tak dobrze, tak swojsko, że ani przez chwilę nie miałam wrażenia, iż jestem intruzem. Dziewuchy to zgrana paczka przyjaciółek w wieku powiedzmy – już nie najmłodszych ciałem, jednak nadal młodych duchem. Jedne dopiero planują ślub, inne mają małe dzieci, a jeszcze inne bawią już wnuki (chociażby przyszywane).
Fabuła Z duszą na ramieniu kręci się wokół świąt Bożego Narodzenia, a będą to święta dość niezwykłe, ponieważ pojawi się na nich kilka pokoleń z kilku różnych narodowości. Już samo to spowoduje ogromny chaos, a do tego jeszcze, jak to w święta, przybędą niespodziewani goście. W dodatku nieżywi, ponieważ do dworku zagląda zmarły teść głównej bohaterki oraz tajemnicza zjawa.
Podczas czytania przygód Dziewuch bawiłam się znakomicie! To właśnie taką książkę chciałam przeczytać przed świętami – opowiadającą o zwyczajnych ludziach i ich niezwyczajnych problemach, a do tego relaksującą, ciepłą i zabawną.
Humor w tej powieści jest fantastyczny, dokładnie taki, jaki lubię. Mamy tu żarty sytuacyjne, czarny humor i przekleństwa dokładnie tych miejscach, w których i mnie by się wymsknęły. Aż przypomniały mi się spotkania z moimi kumpelami. Myślę, że to właśnie dzięki temu poczułam się w Strasznym Dworku jak u siebie, w końcu jestem w podobnym wieku i też mam grono szalonych znajomych. Może my nigdy nie musiałyśmy rozpracowywać tożsamości tajemniczego ducha, jednak miałyśmy własne, mniej lub bardziej zabawne, przygody.
Jeśli szukacie czegoś na miły wieczór z kubkiem grzanego wina lub zimowej herbaty, to zdecydowanie zachęcam do spotkań z Dziewuchami. Ja z pewnością zapukam do ich świata ponownie.

